Każdy prywatny przedsiębiorca staje przed problemem zarządzania swoimi finansami, a przede wszystkim księgowaniem wszystkich wykonywanych operacji. Read more…
Protesty przeciwko podpisaniu przez polski rząd umowy w sprawie ACTA w pewnym momencie przerodził się w manifestację młodego pokolenia. Ani wysokie ceny benzyny, ani kiepska sytuacja na rynku pracy, ani inne problemy dotykające młodych ludzi nie ruszyły tak tej masy jak kontrowersyjna umowa mająca na celu m.in. ochronę legalnego oprogramowania oraz szeroko pojętego „bezpieczeństwa w sieci”.
Jednym z największych problemów w największych współczesnych korporacjach jest ryzyko utraty danych w wyniku niespodziewanej awarii systemu komputerowego. Oczywiście również w erze przed komputerowej gdy dane, dokumenty oraz inne ważne informacje były przechowywane w formie papierowej istniało ryzyko ich utraty np. wskutek pożaru w archiwum. Co więcej utrata w ten sposób danych znajdujących się na papierze skutkowała praktycznie niemożnością odzyskania informacji.

Wygodną formą szkolenia siebie i swoich współpracowników są e-kursy, które każda osoba może odbyć przed ekranem własnego monitora. W dużych korporacjach modne stają się telekonferencje oraz programy szkolące, analizowane przez konkretnych ludzi, piastujących konkretne stanowiska.
Nowości noworoczne mienią się barwami tęczy – iPod shuffle zyskał oryginalne obudowy. Do wyboru – do koloru!
W ostatnim czasie coraz więcej można usłyszeć o zjawisku zwanym „cloud computing”, czyli chmurze obliczeniowej. Pojawienie się jej znacznie odmieniło wyobrażenie o przechowywaniu danych.
Ale… nie można zapominać, że samo zjawisko jest już od dawna znane. Oglądając filmiki na youtube lub korzystając z poczty elektronicznej poruszamy się w obszarze „cloud computing”. Jest to jej najprostsza wersja, która dziś znacznie rozwinięta, jest w stanie przechowywać potężne ilości danych.
Główną ideą powstania „chmury obliczeniowej” jest przeniesienie zasobów (serwerów, danych i aplikacji) z serwerów firmy w inne miejsce. Gwarantuje ona automatyczną skalowalność zasobów (mocy obliczeniowej oraz przestrzeni dyskowej), gdzie odbiorca płaci tylko za wykorzystane zasoby.
Podstawowym pytaniem, które zadaje sobie wiele osób jest „po co w ogóle chmura powstała”? Otóż główną przyczyną była oszczędność i wydajność. Przykładowo właściciel firmy wraz z jej rozrostem musi nieustannie inwestować w serwery, zabezpieczenia i zatrudnić administratora sieci. By zaoszczędzić może skorzystać z kolokacji serwerów – najprostszej i najstarszej usługi w chmurze. W tym przypadku firma wynajmuje i opłaca miejsce w serwerowni, prąd, klimatyzację i łącze. O sprzęt, zabezpieczenia, system operacyjny, oprogramowanie i aplikacje musi zadbać sama.
Infrastruktura jako usługa (IaaS), drugi rodzaj usługi zostaje rozszerzony o zapewnienie sprzętu przez dostawcę. Resztę dostarcza klient. Obecnie dzięki wirtualizacji sporo się zmieniło, a jedyną rzeczą jaką należy dostarczyć jest po prostu maszyna wirtualna. Natomiast PaaS, czyli „Platforma jako usługa” polega na sprzedaży całego pakietu aplikacji. Wszystko co niezbędne do pracy znajduje się na serwerach dostawcy. Z interfejsu można korzystać za pomocą programu klienta – np. przeglądarki internetowej. W przypadku SaaS-u, a więc „Oprogramowania jako usługi” otrzymuje się konkretne, niezbędne do pracy funkcjonalności i oprogramowanie, które nie są połączone jednym interfejsem. Działają one na serwerze dostawcy, a klient nie musi inwestować w licencje na oprogramowanie. Płaci jednak za każdorazowe skorzystanie z niego. CaaS – komunikacja jako usługa oferuje platformę pod telekomunikacyjne środowisko pracy.
I wystartowała – pierwsza dostępna dla masowego odbiorcy chmura do przechowywania danych. Z iCloud będą mogli korzystać wszyscy użytkownicy sprzętu Apple, czyli na razie ponad 100 milionów użytkowników.
Chmura została wyposażona w usługę synchronizacji, działającej na zasadzie push. Oznacza to, że wysłany z jednego urządzenia do chmury plik, będzie dostępny na każdym innym, posiadanym urządzeniu. Może to być oczywisty iPhone, iPad, iPod oraz komputery Mac i PC z systemem Windows.
Użytkownikom, którzy nie do końca orientują się czym jest apple’owska chmura i o co w tym wszystkim chodzi, pośpiesznie wyjaśniamy. Otóż dzięki niej, to wszystko co przechowujemy na komputerach zostanie automatycznie przeniesione do Internetu. Poprzez wszystko należy rozumieć wszelkie dokumenty, zdjęcia, pliki muzyczne, e-booki, e-magazyny, aplikacje, e-maile, kontakty kalendarze itd. Użytkownik nie musi absolutnie nic robić, ponieważ elementy iCloud samodzielnie docierają do każdego miejsca systemu i pobierają informacje, zwalniając użytkownika z obowiązku wykonywania czegokolwiek. No, poza wpisaniem loginu i hasła.
Bardziej szczegółowo? Proszę bardzo. W ramach iCloud możliwe jest korzystanie z Photo Stream, co oznacza, że zrobione iPhonem zdjęcie, będzie można przerobić w iPhoto i obejrzeć za pomocą iPada. Inną, choć niedostępna jeszcze w Polsce usługą jest iTunes Match. Dzięki niemu możliwe będzie przeniesienia całej muzyki zebranej na dysku (nie musi być wykupiona w iTunes) do iCloud. Sam proces nie polega jednak na kopiowaniu plików o ogromnym ciężarze, lecz wykonaniu skanu utworów, które następnie są wyszukiwane w iTunes i automatycznie odblokowywane. Od razu możliwe będzie słuchanie muzyki za pomocą iPoda. Akcesoria dodatkowe nie będą potrzebne. Wystarczy iCloud.
Warto dodać, że iCloud jest darmową usługą. Apple zarobi jednak na urządzeniach oraz aplikacjach, na które rzucą się tłumy. I choć usługa nie jest w całości innowacyjna, to jednak można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że to właśnie Apple rządzi w Krzemowej Dolinie i wyznacza kierunki rozwoju nowych technologii. I chyba tylko on może powiedzieć, że stoi dwiema nogami w erze Post-PC.
Microsoft stawia na małe i średnie firmy! To hasło może śmiało przyświecać nowej kampanii znanej marki, skierowanej do właścicieli niewielkich przedsiębiorstw. Analiza polskiego rynku dała następujące wnioski: nieduże firmy mają duże potrzeby reorganizacji pracy. Potrzebują więc narzędzi dostępnych dla wszystkich zatrudnionych pracowników. Tylko w ten sposób wsparta zostanie tzw. „aktywność własna” osób, które współtworzą efektywność danej spółki.
Wśród popularnych systemów informatycznych należałoby wymienić jeszcze systemy biblioteczne, które przyczyniły się do rozwoju i usprawnienia pracy w bibliotekach. Ich pojawienie się datuje się w Polsce na lata 60. XX wieku, kiedy to zaczerpnięto wzorce rozwijające się za granicą, w tym w Stanach Zjednoczonych. Jak się szybko okazało, systemy biblioteczne, do których na początku podchodzono z dużą rezerwą, stały się wręcz niezbędne, zwłaszcza w dużych bibliotekach.
Jakie są zadania systemów bibliotecznych, w czym pomagają bibliotekarzom? Do podstawowych celów systemów bibliotecznych należy oczywiście automatyzacja pracy. Bibliotekarze nie muszą już żmudnie wypełniać pól rekordów do konkretnych pozycji – te ściągane są z zewnętrznych katalogów, z którymi systemy współpracują. Pozwala do na zminimalizowanie popełnienia błędów, umożliwia również korektę rekordów. Tak więc systemy biblioteczne wspomagają pracę działów gromadzenia i opracowywania zbiorów. Gdzie sprawdzają się jeszcze?
Oczywiście przy udostępnianiu, które popularnie nazywane jest wypożyczaniem. Każde wypożyczenie, czy zwrot może być rejestrowane przez system, dzięki czemu nie ma mowy o pomyłkach. Każde przetrzymanie pozycji, zwrot i wypożyczenie zostanie zarejestrowane przez system – odpada więc sytuacja, w której czytelnik chce wypożyczyć coś, co już zostało wypożyczone komuś innemu. Po zwróceniu książki, informacja ta zostanie zarejestrowana w bazie, a pozycja będzie na nowo dostępna.
Rozwój systemów bibliotecznych sprawił, że obecnie na rynku jest ich dostępnych kilkanaście. Znajdą się rozwiązania darmowe, jak i komercyjne, zagraniczne i polskie. Wśród najpopularniejszych można wymienić system Horizon, Aleph, Prolib, czy też Mol, sprawdzający się w bibliotekach szkolnych.
W dzisiejszym wpisie będzie trochę inaczej, niż wcześniej. Nie będzie to opis bezpośredniego systemu informatycznego, ale jeden z systemów, które obecnie w internecie wyrastają jak grzyby po deszczu. Otóż, VOD, czyli Video on Demand, jest usługą, która pozwala na oglądanie materiału filmowego lub słuchanie nagrania dźwiękowego w czasie wybranym przez widza/słuchacza, przy czym czas ten jest późniejszy, niż czas emisji. Dzięki temu możliwe jest oglądanie programów na żywo w wybranym przez siebie czasie.
Co prawda nie jest to nowość, ponieważ wideo na życzenie istniało już wcześniej, gdy tylko pojawiły się pierwsze magnetowidy. Problem jednak w tym przypadku polegał na tym, że kasety wideo zajmowały bardzo dużo miejsca, a nie mieściły wiele danych. Średnio 180 minut. Dodatkowo, znacznym utrudnieniem było przewijanie w przód i w tył, ponieważ proces ten trwał długo.

Rozwój technologiczny pozwolił na pojawienie się na rynku nagrywarek z twardym dyskiem lub nagrywarek DVD kopiujących dane bezpośrednio na nośnik. Dzięki znacznie większej pojemności, zapewniają znacznie więcej miejsca na dane, a także dane dużo lepszej jakości.
VOD przeżyło swój największy rozkwit wraz z ogólnym dostępem do internetu szerokopasmowego, w erze cyfryzacji. Duży wpływ miała też na niego telefonia trzeciej generacji.
Wraz z VOD pojawiła się idea pay-per-view, polegająca na płaceniu za określony film, dzięki czemu pojawiła się wirtualna wypożyczalnia filmów. Równolegle, w internecie, rozwija się darmowe VOD, które udostępniają poszczególne stacje telewizyjne, umożliwiając obejrzenie filmu lub serialu w momencie dogodnym widzowi, który nie musi się już dostosowywać do czasu emisji.


